Teatr Lubuski po raz kolejny sięga do tekstu francuskiego dramatopisarza Erica-Emmanuela Schmitta. Tym razem wybór padł na "Pana Ibrahima i kwiaty Koranu". Nowością jest to, że zamiast tradycyjnego spektaklu widzowie zobaczą monodram. Z trudną sztuką zajęcia widza na ponad godzinę zmierzył się Janusz Młyński.
- Monodram powierza się aktorowi w nagrodę. I robi się to w dwóch przypadkach. Albo kiedy mamy do czynienia z doświadczonym artystą, który już święci triumfy, i wtedy jest to prawie pewne, że zadania nie położy. Albo rzuca się na głęboką wodę aktora, w którym widzi się potencjał, by zmotywować go do działania. Janusz bezdyskusyjnie pasuje do tej pierwszej wersji - mówi dyrektor teatru, Robert Czechowski. Stanąć na scenie solo, przykuć uwagę widza na ponad godzinę, zafrapować tekstem i przekonać grą - to niełatwe zadanie. Tym bardziej, jeśli mówimy o pierwszym monodramie w życiu. A tak jest w przypadku Młyńskiego. - Mówi się, że monodram to podsumowanie twórczości. Nasz kolega, emerytowany aktor zwykł o tej formie mawiać "próba generalna pogrzebu". Ja jednak nie podchodzę do tego w ten sposób. Nie mam obaw, ogarnia mnie raczej ciekawość. Ciekawość przed tym, co nastąpi, jak zareaguje publiczność. To przypomina trochę skakanie w